W krytycznej sytuacji bowiem nie świadomość, nie nasza decyzja czy wynik naszych przemyśleń będzie się liczyć a jedynie odruchy. Te nabyte oraz te przyrodzone. Dlatego jeśli nabierzemy złych nawyków, to z pewnością właśnie w taki, zły sposób postąpimy w krytycznej minucie, w obliczu niebezpieczeństwa.
Jakież to nawyki warto sobie wyrabiać? Opowiem o kilku takich, które możemy opanować sami. Bez instruktora.
Wsiadamy rano do auta. Zajmujemy miejsce za kierownicą. Podczas uruchamiania silnika wciskamy pedał sprzęgła, co pomaga rozrusznikowi, bo nie musi obracać wypełnionej gęstym olejem skrzynią biegów. Wciskamy również pedał hamulca. Gdyby okazało się, że sprzęgło uległo uszkodzeniu (wyciągnęła się linka lub uciekł nam płyn hydrauliczny), to w przypadku, gdy auto ma włączony bieg (czego nie zalecam), przy włączeniu rozrusznika może nam „skoczyć” do przodu i uszkodzić inny samochód lub zrobić bałagan w naszym garażu. Jeśli będziemy mieć wciśnięty pedał hamulca podczas rozruchu, to do tego nie dojdzie. W dodatku wciskając hamulec, sprawdzamy, czy w ogóle mamy sprawne hamulce. Jeśli przez noc wyciekł nam przez nieszczelność płyn hydrauliczny, pedał będzie zachowywać się inaczej. Będzie wpadać głębiej i sprawiać wrażenie bardziej „gumowego”. Dowiemy się o niesprawności hamulców, zanim uruchomimy silnik, a nie na pierwszym zakręcie.
Moment rozruchu to czas, kiedy nasze oczy winny być skierowane na tablicę rozdzielczą. Przekręcamy kluczyk, zapalają się wszystkie kontrolki. Po rozruchu będą sukcesywnie gasnąć, aż zgasną wszystkie (za wyjątkiem tej, która wskazuje zaciągnięty hamulec ręczny). Jeśli któraś nie zgaśnie, wiemy, że w pojeździe jest jakaś niesprawność: może poduszki powietrzne, może wspomaganie układu kierowniczego lub układ ładowania akumulatora – cokolwiek będzie się wyświetlać, nie należy tego lekceważyć, a rozpoznać symbol kontrolki i przeczytać komunikat na wyświetlaczu. Następnie najlepiej jest zadzwonić do serwisu i zapytać co z tym zrobić? Czy możemy sami dojechać do warsztatu czy lepiej wezwać lawetę. Doświadczeni kierowcy sami potrafią ocenić sytuację, lecz jeśli mamy z tym kłopot – pytamy, dzwonimy, upewniamy się. Nie robimy żadnych opartych na życzeniowym podejściu założeń.
W czasie jazdy nie trzymamy stopy na pedale sprzęgła! Dlaczego? Przecież to wygodne i przydatne. Nawet lekki dotyk może spowodować niewielki nacisk na mechanizm rozłączania sprzęgła, co działa ze szkodą dla niego oraz ze szkodą dla samego sprzęgła. Możemy bowiem doprowadzić do zmniejszenia siły docisku tarczy sprzęgłowej, a tym samym do niewielkiego nawet poślizgu sprzęgła. Taka sytuacja bardzo wyraźnie skróci trwałość sprzęgła.
Nie trzymamy ręki na dźwigni zmiany biegów. Dlaczego? Przecież i to jest bardzo wygodne. Ten mechanizm jest jeszcze bardziej wrażliwy. W dodatku występują w nim trące o metal elementy pokryte warstwą sztucznego tworzywa. Niewielki nacisk, jaki wywieramy mimowolnie dłonią trzymaną na drążku powoduje, że mechanizm zmiany biegów jest ciągle dociskany do obracających się elementów. Taka sytuacja również wyraźnie przyspieszy jego zużycie.
Doświadczony kierowca podczas jazdy ciągle i nieustannie wychwytuje wszelkie nowe dźwięki, nowe, nienormalne zachowanie się najważniejszych podzespołów jak silnik, układ kierowniczy czy hamulcowy. Pamiętajmy, że to my jesteśmy odpowiedzialni za nasz pojazd i za bezpieczeństwo.
mgr inż. Jacek Gembara
CZYTAJ TAKŻE:
1.
2.
3.
4.